Ze względu na chwałę matka Kim Kardashian sprzedała swoje domowe porno

Każdy wie, ile potrzebuje rodzina PR Kardashian i potrzebuje jej, ponieważ zarabiają na niej miliony. Jednak nikt nie mógł przewidzieć, że do tego posuną się tak daleko.

Porno domowe "przypadkowo" trafiło do Internetu

W odległym 2007 roku nikt nie wiedział? Kim jednak Kim Kardashian "przypadkowo" znalazł się w internetowej pornografii internetowej, wszystko zmieniło. Na tym Kim uprawia seks ze swoim chłopakiem, Reij Jay. Potem dziewczyna głośno oświadczyła: "Nie jestem zdesperowana, a nie biedna, żeby sprzedawać domowe wideo o erotycznej naturze". Jednak wiele lat później autor książki "Dynastia Kardashian", Ian Halperin, zaprzeczył tej informacji.

W książce jest wiele pikantnych chwil

Jan w swojej pracy mówi, że Kim Kardashian sama podpisała kontrakt z Vivid Entertainment, firmą promulgującą porno. I popchnął ją do tego genialnego pomysłu wspólnych przyjaciół: Paris Hilton i Kim. Następnie powiedzieli, że jeśli istnieje pragnienie, aby stać się sławnym, to musisz założyć internetowy film erotyczny. Zanim zaczęła strzelać, Kim skonsultowała się z rodziną i, co dziwne, otrzymała zgodę. Mama przyszłej gwiazdy, Chris Jenner, sama wyreżyserowała ten film, a dopiero potem film pojawił się w Internecie.

Nawiasem mówiąc, w show biznesie od dawna mówi się, że pojawienie się pikantnego wideo w Internecie jest dziełem samego Kardashian. Ta informacja, po części, została potwierdzona i Vivid Entertainment. Powiedziano firmie, że do studia przywieziono człowieka, który nie był w żaden sposób związany z Kim. Następnie Vivid Entertainment skontaktował się z rodziną Kardashian i zaoferował współpracę. Firma obiecała, że ​​porno rozpowszechni się na warunkach, które zadowolą Kim. Ponadto film zapewni dobre dochody, które jak się później okazało, przyniosły dziewczynie nie tylko miliony, ale i chwałę.

Czytaj także

Książka "Dynasty Kardashian" - kompletna bzdura

Ta praca rozgniewała rodzinę. Chris Jenner zagroził autorowi książki sądowi o zniesławienie i nazwał dowody przedstawione w powieści pełnej delirium. Jednak Ian Halperin jest uznawany za bardzo szanowaną osobę w świecie dziennikarstwa i mało prawdopodobne jest, aby pisał o niektórych niezweryfikowanych plotkach.